MOJA DROGA W SZTUCE

HENRYK MUSIAŁOWICZ, ROK 1999

Malarstwo moje jest systemem metafor, wywodzi się ono z doświadczeń ludów wielu kultur – ich myślenia i tworzenia, tworzenia i myślenia. Poprzez rozważanie obecności prastarych impulsów i obrazów, szukam tego, co głęboko wspólne, kształtując siebie poprzez wrażliwość własnego wnętrza, jedność własnej formy i treści w nadziei, że dotknę właściwego nerwu i powiem prawdę.

Wierzę w wewnętrzną funkcję malarstwa i ufam, że obraz jest potrzebny ludzkości, która pragnęła go zawsze. Ważne jest jednak, jak korzysta się ze sztuki i co z kontaktów z nią się wynosi. Myślę, że ludzkość bez sztuki byłaby smutna i zubożona, nie potrafię jednak wyjaśnić tego jedynego i niepowtarzalnego, co w dziele sztuki jest naprawdę istotne. Sądzę, że sztuka nie ma określonych reguł, artysta musi kierować się instynktem, wewnętrznym głosem, który podpowiada jak należy postępować.

Składamy się przecież z tradycji i z teraźniejszości. Sięgamy do intuicyjnych prawd, do mądrości archetypu praojców. Do symbolu – gdzie abstrakcyjny znak staje się nosicielem siły magicznej. Codzienna praca połączona z myśleniem powinna prowadzić o krok dalej.

Ustawa van Gogha i Rembrandta w Holandii w 1956 roku zatrzymała mnie i uświadomiła, że znajduję się na błędnej i zbyt wygodnej drodze. Znalazłem tam wskazania i zrozumiałem sens wiecznego szukania. Nie gardzę naturą, z której trzeba wykorzystać wszystko, aby się nakarmić tym, co ona ofiarować mi może, aby dać z siebie więcej przez pracę i zrozumienie, aby szukać samego siebie i aby mówić sobie: to jeszcze nie to! Aby się poczuć wyzwolonym i znaleźć się w świecie absolutnego piękna.

W muzeach archeologii szukałem radości oka, ciśnień i doświadczeń w strukturach wymarłych gatunków, w przekazach geologicznych i śladach kataklizmów, w pamięci skamielin zwierzęcych i roślinnych, w minerałach, w pierwszych zadrapaniach skalnych i pierwszym alfabecie, w ceramice archeologicznej… Wszędzie tam szukałem własnej formuły ludzkiego losu. Szukałem najprostszego języka międzyludzkiego porozumienia, znaku mocy, nieosiągalnej pełni formy. W pogardzanych i niedostrzeganych kamieniach polnych, w kamieniach morskich formowanych przez wodę. W tych wszystkich wędrówkach dostrzegłem niezwykłe bogactwo formy i zrozumiałem, że wyobraźnia moja może wędrować ogromnie daleko. (…)

(…) W moim malarstwie wyrażam siebie, chcę mówić o dramatach człowieka niosącego krzyż miłości, nadziei, rozpaczy i wiary. Przez kolor i niuanse formy starałem się znaleźć spokój i ciszę, niepewność gwałtowności, siłę oddziaływania elementarnej prawdy i nieuchwytnych emocji.

Chodzi o to, aby patrzący na obraz znaleźli prawdy wiary i niepokoju, aby znaleźli treść i myśli moje. Bo tylko ten ma prawo do malowania, dla którego twórczość stanowi treść myśli i życia. Bo malarstwo to człowiek! Sam człowiek, który maluje aby znaleźć siebie i to co w nim jest, co łączy indywidualne doznania z doznaniami ludzkości.

Cofając się do źródeł, z których wziąłem początek utrwalając zawarte w nich wartości, chciałbym, aby moja sztuka była otwarta dla wszystkich, by wszyscy wierzący i niewierzący odnaleźli siebie, by moje malarstwo otwierało serca, by pomogło nieść swój krzyż – krzyż drogowskaz: cierpienia i odwagi. Dlatego tak często w moim malarstwie pojawia się ostatnio krzyż, odwieczny znak przymierza.

Szukam, próbuję niezliczonych możliwości, aby w końcu zatrzymać się przy tej jednej, wybranej. Tworzyć – to znaczy nieustannie być jak niemowlę bezradnym. Być pełnym lęku w poszukiwaniu prawdy o człowieku i życiu, które jest przesycone dogłębnym bólem. Poprzez prostotę formy archaicznej pragnę przepoić obraz niepokojem, protestem i krzykiem.

Myślę, że tworzenie jest aktem tajemniczym, bowiem sztuka jest, nieustannym poszukiwaniem. Trud tworzenia kształtuje nas i po tygodniach, miesiącach, a nawet latach – pewnego dnia niespodziewanie objawi się to, co poszukiwane i utęsknione. To coś, co buduje obraz. Stąd też szukanie tej ukrytej, a tak ważnej tajemnicy jest tak potrzebne. Samozadowolenie, zaprzestanie walki o własną prawdę prowadzi do stagnacji. Przekonany jestem, że wieczny niepokój jest prawdziwym i niezastąpionym celem artysty. (…)

Dobre malarstwo przybliża nam nieskończoność, dlatego im więcej zwątpienia, tym lepiej dla obrazu. Prawdziwy obraz jest czymś, co w naturze nie istnieje i istnieć nie może. Bo dzieło sztuki jest bardziej symbolem niż bezpośrednim stwierdzeniem. Sztuka i życie tworzą jedność, dając świadectwo prawdzie, a pojednanie formy z treścią prowadzi do jasności wypowiedzi.

(…) Mój obraz jest rezultatem tego, co we mnie najważniejsze, co jest moją istotą. Staram się przepoić go subiektywnym odczuciem, czystością formy, malować to, co czuję, a nie to, co, widzę, utrwalić te rzeczy i zjawiska, o których sądzę, że mogą poruszyć umysł. Bo z działalności artysty pozostaje jedynie to, co inspiruje myśl i wywołuje wzruszenia.